► Poszukujemy nauczycieli Astronomii, Mugoloznastwa oraz Historii Magii! Mile widziani śmierciożercy oraz aurorzy!
► Trwa lekcja OPCM w klasie na I piętrze!
► Rozpoczęła się lekcja Wróżbiarstwa!
► Ukończono spisywanie forumowej Kroniki oraz Hali Sław. Niewielkie zmiany w organizacji zaakceptowanych podań o genetykę.
► Trwają zajęcia z miotlarstwa na boisku quidditcha!
Minęło półtora roku od pamiętnej Bitwy o Hogwart zakończonej pokonaniem Lorda Voldemorta. Wszystkie horkruksy zostały zniszczone, jednak za ogromną cenę życia wielu osób. Hogwart obrócił się niemal w ruinę, ale na szczęście udało się odbudować zamek, zaś od kiedy na czele szkoły stanęła Minerwa McGonagall życie młodych adeptów magii wróciło do normalności. Wciąż nie można jednak powiedzieć, że nastały spokojne czasy. Obecny minister Kingsley Shacklebolt zmaga się z silną konkurencją, która chce przejąć jego stanowisko. Wśród politycznych rywali są zarówno zwolennicy silnych rządów jak i ci, którym nie jest na rękę ponowne zrównanie w prawach czarodziejów czystokrwistych i tych którzy nie mogą się wykazać odpowiednim pochodzeniem. Środowisko śmierciożerców również pozostaje podzielone. Pozbawieni przywódcy zmuszeni są działać na własną rękę dążąc do odzyskania potęgi. Chociaż wśród nich nie brakuje ambitnych jednostek tytuł następcy Czarnego Pana wciąż pozostaje nieobsadzony.Czytaj więcej.

131
135
110
113

Marzec 2000r.
Pełnia: 15-17.03 (13-15.07)
Mrozy coraz mniejsze, a warstwy śniegu coraz szybciej się topią, pozwalając wyjść na wierzch pierwszym, zielonym pędom. W dzień ok. 4'C, w nocy ok. -3'C.



Poprzedni temat «» Następny temat
Błonia
Autor Wiadomość
Isabelle Stewart-Rosier
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Kwi 02, 2011 12:58 am   

Jego pytanie zupełnie zbiło ją z tropu. Do tego stopnia, że przestała płakać i odwróciła się. Spojrzałą na niego badawczo i z niedowierzaniem. Czy to możliwe, żeby faktycznie nie wiedział? Czy to możliwe żeby tego nie czuł? Nagle zrobiło jej się go żal. Otarła łzy i usiadła obok niego. Musiała sobie poradzić ze sobą, bo przecież James krócej był wilkiem niż ona. On miał tym większe prawo do bycia zagubionym, a ona postąpiła samolubnie oczekując od niego, że będzie już na wstępie wszystko potrafił, wiedział i rozumiał.
- James... MY to potrafimy... MY to wyczuwamy. Innych naszych, pijawy zresztą też. - oznajmiła łagodnie, jak gdyby mówiłą do dziecka.
- Zamknij oczy. - poprosiła. Miała nadzieję, że się zgodzi. - Obiecuję, że nie ucieknę. Nie jestem też na tyle głupia, żeby paplać o tym kim jesteś na lewo i prawo. Sama przecież jestem w takiej samej sytuacji. Wiesz, kto jak kto ale akurat ja mam bardzo dużo do stracenia. - dodała, chcąc go przekonać. Kiedy już zamknął oczy, kontynuowała dalej.
- Weź głęboki, bardzo głęboki wdech przez nos. I powiedz mi co czujesz. - poprosiła. Siedziała tak obok niego i zastanawiała się jak wygląda jako wilk. Nie mogła doczekać się, żeby to zobaczyć. Tak wiele jeszcze musiał się nauczyć o tym kim się stał. Biedne szczenię. Był niczym błądzący we mgle - niczym ślepiec, któremu ona musiała pokazać jak ma otworzyć oczy. Musiała nazwać to co zobaczył po raz pierwszy w życiu.

//
Cytat:
mają wyostrzone zmysły
Więc mi nie mów, że nic nie poczuł XD //
 
 

Dołączył: 02 Sie 2010
Posty: 714
Wiek: 18
Krew: Czysta
Pupil: brak
Różdżka: Włos z ogona jednorożca, 12 cali, bez, giętka
Ekwipunek: Stara materiałowa torba na ramię, różdżka, coś słodkiego, srtykuły do pisania i choć jedna książka
Sakiewka: 10g
Genetyka: Wilkołak
Poziom życia: 45%
Eliksiry: 12
Zielarstwo: 11
Transmutacja: 21
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 18
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 3
Wysłany: Sob Kwi 02, 2011 1:10 am   

//Wyostrzone ale podczas pełni ;) Trzymam się tutaj standardowej wersji, dalekiej od Greybacka ;)

James niechętnie podchodził do tego jak próbowała go przekonać Issie. Dziewczyna na siłę chciała mu udowodnić, że wilkołactwo to coś dobrego, jakiś dar. Tym czasem on sam uważał to za swoje największe przekleństwo. Zaraz też przypomniał sobie jedno z pytań z egzaminu. Momentalnie go zemdliło, ale wytrwał krzywiąc się jedynie nieznacznie.
-Jak mam wierzyć, że nikomu nie powiesz, skoro sama chwaliłaś się tym w pokoju wspólnym ? Pamiętam naszą ostatnią rozmowę na ten temat. Aż nazbyt dokładnie. -i owszem to było wtedy, gdy szykował się na swoją pierwszą pełną przemianę.
-Nie zamierzam skończyć na marginesie społecznym z powodu ... z powodu ... tego wszystkiego. -nadal miał problemy aby wypowiedzieć słowa takie jak wilkołak, gdy mówił o sobie. Może dla Issie było to dziwne, albo smutne, jednak James przeklinał swego pecha. Po chwili jednak posłusznie zamknął oczy, choć wyraźnie przy tym zacisnął rękę na różdżce. Wziął głębszy oddech i ... nic.
-Czuję trawę ... i tyle. Mam też wrażenie, że nie chcę aby ktokolwiek dowiedział się o mojej chorobie. -nadal mówił spokojnie, jednak wyraźnie nie zamierzał bez walki zaakceptować podejścia Issie. Krukonka nie domyślała się nawet na jak twardą skałę trafiła swymi mowami.
_________________
Magia to potęga, gdy jest we właściwych rękach.
 
 
Isabelle Stewart-Rosier
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Kwi 02, 2011 1:25 am   

//Wyostrzone w każdej formie ;) A wcale nie trzeba do tego być Fenrirem. Lupin może nie miał ich aż tak wyostrzonych bo on zażywał tojad przez ładnych parę lat. A ty po pierwszej pełni pownieneś mieć je tymbardziej wyostrzone. No i nie miałeś jak zażywać tojadu zbyt długo ;) //


Isabelle westchnęła smutno. Widziała jak on z tym walczy i było jej z tego powodu przykro. Chciała mu pokazać jak mógłby żyć, ale bez watahy? Gdyby oni jeszcze żyli, zabrałaby Jamesa do nich do Francji. Ale tak, mogła tylko gadać po próżnicy. Jej wataha nigdy nie wróci.
Od takich rozmyślań zrobiło jej się zimno, więc przyciągnęła nogi do siebie, starając się ogrzać własnym ciepłem. Wysłuchała spokojnie wszystkiego co powiedział krukon.
- James, posłuchaj co ty mówisz. Przecież nadal jesteś sobą, nadal jesteś dobry pomimo tego, że jesteś wilkołakiem. Może jesteś trochę inny, odrobinkę. Ale każdy kto skreśla Cię tylko dlatego, że nie jesteś do końca taki sam jak on nie zasługuje na to by nazywać Cię swoim znajomym. - zaprotestowała. Rozumiała mniej więcej jego podejście. Była w stanie powiedzieć, dlaczego on uważa tak a nie inaczej. Ale to było chore rozumowanie.
- Jeśli społeczeństwo ma mnie nie akceptować dlatego, że czymś się od niego różnię, to ja nie chcę być częścią takiego społeczeństwa. - dodała. Taka była prawda.
- Dyskryminacja wilkołaków to taki sam problem jak dyskryminowanie trytonów, centaurów czy osób pokroju Hagrida - mieszańców. - oznajmiła pewnym siebie głosem. Chciała mu pokazać coś, co jej samej ktoś kiedyś wytłumaczył. - Ale pomyśl. Czy trytony wstydzą się tego, że są trytonami? Czy centaury próbują czarami ukryć to, że są centaurami? Nawet Hagrid. Wiesz, że za pomocą zaklęcia transmutacyjnego Dumbledore mógłby uczynić go z pozoru normalnym? Ale on jest szczęśliwy z tego jaki jest i szczerze? Nie wiem jak ty, ale ja uważam że taki właśnie odrobinę przerośnięty i zarośnięty Hagrid jest najwspanialszy. - mówiła z takim zapałem, że w jej oczach zaiskrzyły się ogniki, których nie było tam od czasu "wizyty" u jej babki.
- Ale nie. Wilkołaki muszą wstydzić się tego jakie są. Dlaczego, ja się pytam? Czy uważasz się za osobę mniej wartościową niż którykolwiek inny z uczniów? - zapytała.
Potem zamilkła na chwilę. Spojrzała w gwiazdy i odnalazła tę swoją ulubioną. Uśmiechnęła sie do niej a w końcu zakończyła.
- Ja Ci nie każę biegać po szkole i krzyczeć na cały głos kim jesteś. Ale przynajmniej TY powinieneś szanować sam siebie. Inaczej, niezależnie od tego jak bardzo byś się starał, inni też ni będą Cię szanować.
 
 

Dołączył: 02 Sie 2010
Posty: 714
Wiek: 18
Krew: Czysta
Pupil: brak
Różdżka: Włos z ogona jednorożca, 12 cali, bez, giętka
Ekwipunek: Stara materiałowa torba na ramię, różdżka, coś słodkiego, srtykuły do pisania i choć jedna książka
Sakiewka: 10g
Genetyka: Wilkołak
Poziom życia: 45%
Eliksiry: 12
Zielarstwo: 11
Transmutacja: 21
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 18
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 3
Wysłany: Sob Kwi 02, 2011 1:45 am   

Nie dogadają się, to było jasne i klarowne jak ta noc. A jednak James pozwolił Jej dokończyć swe wywody, przerywając dopiero pod samym końcem. Na dodatek uczynił to w sposób, który bardziej przypominał szczeknięcie, niż prychnięcie zniecierpliwienia o które mu chodziło.
-Daruj sobie jasne ?! Mam w nosie co o mnie myślą, ale nie chciałem sobie zniszczyć przyszłości rozumiesz ? -teraz to on prezentował swoje poglądy, które jednak z każdą chwilą postulował bardziej stanowczo.
-Pewnie gdyby nie tamta Puchonka, to nigdy bym się nie stał ... taki. Myślisz, że nie wiem co to znaczy wilkołak ? Przeżyłem dwa spotkania z takimi istotami. Wiem też do czego są zdolne. Do czego sam jestem zdolny. -w tym momencie przeczesał swoje włosy, wyciągając też odruchowo drugą rękę w której trzymał wciąż różdżkę.
-A co do wartości to tak. Czuję się skażony. I nawet teraz zastanawiam się jak będzie wyglądać kolejna pełnia. Czy kogoś nie zabiję przypadkiem, czy będzie boleć jak poprzednia i czy środki bezpieczeństwa jakie założę wystarczą, aby nie przenieść tego przekleństwa na kogoś innego. -przerwał oddychając ciężko. Choć początkowo siedział już na trawie teraz już stał. Był wzburzony, a pierś wciąż mu szybko falowała. Drżenia rąk też już ukryć nie mógł.
-A skoro o tym mowa ... co mam zrobić z Tobą ? -zapytał, a różdżka w jego ręce lekko drgnęła. wiele opcji chodziło mu po głowie, jednak żadna nie była idealna. Musiał jednak zrobić coś, aby Issie dobrowolnie lub pod przymusem nie rozpowiadała tego wszystkiego dalej.
_________________
Magia to potęga, gdy jest we właściwych rękach.
 
 
Isabelle Stewart-Rosier
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Kwi 02, 2011 2:01 am   

Cóż... To on był niczym hermetycznie zamknięty pojemnik. Nie pozwalał sobie niczego wytłumaczyć. Nie dopuszczał do siebie innego zdania od tego, które już poznał. To ją irytowało najbardziej. Nie wiedziała jak to się stało, ale wiedziała że osobiście ukatrupiła by tego, kto nakładł do głowy chłopaka tyle bzdur. I pomyśleć, że on był krukonem. Zachowywał się jak mały, posłuszny ślizgoński piesek, który szczekał na tego kogo mu wskazał jego pan, choćby to miał być on sam. Kiedy wstał, ona również wstała. Pozwoliła mu jednak dokończyć, tak jak on pozwolił mówić jej. A potem padły te słowa. Słowa, od których zjerzyły jej się włosy na karku, zaś wargi lekko uniosły.
- No brawo James! -krzyknęła na cały głos. - Dalej, zabij mnie! Zabij i miejmy to już za sobą! - śmiała mu się w twarz. Jakim on był thórzem! Chciał za wszelką cenę ratować swój zawszony tyłek? Dobra, niech mu będzie!
- Proszę, proszę. Masz różdżkę, dzielny mały czarodzieju. Fajny patyczek w rękach dziecka. Można nim zabić? No pewnie że tak! - w tym momencie dziewczyna wyglądała trochę jakby była w pijackim szale, a trochę jakby była opętana. W każdym razie stała się zupełnie nieobliczalna.
- I widzisz. Tu nie twoje.... - tutaj na chwilę zawiesiła głos. James mógł zobaczyć jak patrzy na niego ze smutkiem. Ale i tak go nie zdradzi. Ona nie była nim. - twoja choroba jest problemem tylko ty! To ty jesteś mordercą, nie to co siedzi w Tobie! - patrzyła na niego teraz już nienawistnym wzrokiem.
Jamesie Vernette. Uroczyście oświadczam, że jak tylko dojdę do Hogsmeade złożę na Ciebie oficjalną skargę profesor Beckett. - oznajmiła, ruszając w jego stronę. Minęła go jednak zupełnie obojętnym krokiem. - Powiem jej, że usiłowałeś potraktować mnie klątwą, co byś zrobił lub zrobisz już za parę sekund. - dodała cicho. A potem poszła dalej. Po kilku krokach zatrzymała się jeszcze i dodała na odchodnym.
- Czarny Pan byłby z Ciebie dumny wiesz? Twoje serce jest prawie tak samo czarne jak jego i Twoja choroba nie ma nic do tego. Jesteś zły, bo rozważałeś zaatakowanie mnie. Widziałam to w Twoich oczach. Widziałam jak trzymasz różdżkę. Nie Tobie decydować o moim życiu czy śmierci. O tym co i komu powiem. O tym co wiem powiem komu tylko zapragnę. A jeśli masz z tym jakiś problem to zabij mnie teraz, zanim będziesz miał okazję pożałować, że puściłeś mnie wolno. - zakończyła.
Stała tych parę kroków od niego i czekała.
 
 

Dołączył: 02 Sie 2010
Posty: 714
Wiek: 18
Krew: Czysta
Pupil: brak
Różdżka: Włos z ogona jednorożca, 12 cali, bez, giętka
Ekwipunek: Stara materiałowa torba na ramię, różdżka, coś słodkiego, srtykuły do pisania i choć jedna książka
Sakiewka: 10g
Genetyka: Wilkołak
Poziom życia: 45%
Eliksiry: 12
Zielarstwo: 11
Transmutacja: 21
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 18
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 3
Wysłany: Sob Kwi 02, 2011 2:18 am   

Zabawne jak człowiek postawiony w ślepym zaułku zyskiwał na odwadze. Tak było i z Jamesem, który na prowokacje Issie odpowiedział niemalże natychmiast. Nie pozwolił Jej też specjalnie ruszyć się z miejsca, bo po chwili już miała przystawiony koniec różdżki pod brodę. Nawet teraz mogła jednak wyczuć jak ręka mu drży.
-Nie porównuj mnie z nim, słyszysz ? -wyszeptał jadowicie, a oczy zapłonęły mu prawdziwą furią.
-Nic o mnie nie wiesz, więc daruj sobie. -choć koniec jego różdżki nagrzał się nieznacznie, to nadal było to wszystko niegroźne dla Krukonki. Problem polegał jednak na tym, że Ona wciąż go prowokowała, a on chciał mieć stuprocentową pewność, że Issie nie stanie mu na ostatniej desce ratunku do "normalności".
-To Ty chciałaś się spotkać tutaj. Ty chciałaś pokazać swoją radość. Więc proszę, gdzie niby ona jest, co ? Patrzcie, oto wizja raju panny Rosier. Cudowny burdel. -kpiący ton szeptu był tutaj efektem jedynie czystej obrony na słowa dziewczyny. Pewnie gdyby nie nagłość sytuacji, która wynikła, to pewnie James nadal pozostawałby opanowany.
-Poza tym nie muszę Cię zabijać. Wystarczyłoby zaklęcie modyfikujące pamięć. -wyjaśnił już spokojnie, choć nadal był bardzo zdenerwowany. Gniew jednak z każdą chwilą ustępował coraz więcej miejsca panice.
-Ale jaki to ma sens ? Gdybyś chciała to wyjawić już byś to zrobiła. Wykrzyczałabyś to w Wielkiej Sali, prawda ? Wszyscy tam teraz są ... a jednak tego nie zrobiłaś. Jaki masz cel ? No śmiało ? Może poznam Twoją tajemnicę, bo z pewnością coś Tobą kieruje. -ta interpretacja choć wypowiedziana niemal sykiem była jasnym dowodem na to, że jednak Jamesa tiara przydzieliła właściwie. Miał łepetynę na karku, nawet jeśli czasem nie wytrzymywał natłoku emocji i wrażeń. Nie zauważył też momentu w którym jego lewa ręka chwyciła nadgarstek prawej dłoni Issie, jakby odruchowo chciał ją powstrzymać od sięgnięcia po różdżkę. Swoją zaś nadal mierzył w podbródek, choć było jasne, że za bardzo boi się użyć póki co jakiejkolwiek klątwy. Zabawne było przy tym to, że już dawno nie zbliżył się do żadnej z dziewczyn, nie płonąc przy tym rumieńcem. Przeciwnie wydawał się tak blady, jakby wpadł przed godziną basenu pełnego pijawek błotnych.
_________________
Magia to potęga, gdy jest we właściwych rękach.
 
 
Isabelle Stewart-Rosier
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Kwi 02, 2011 2:35 am   

Nie bała się go. W głębi duszy wiedziała, że nie jest złym chłopakiem. Chciała tylko uświadomić to jemu samemu.
Nie był na tyle zepsuty, żeby zaatakować drugiego człowieka. Ale przystawił jej różdżkę do gardła. Każdemu innemu już wydrapałaby oczy. Czemu z nim tego nie zrobiła? Cóż, była zmienna jak angielska pogoda. Mogło wydawać się, że jest szalona. Jednak w tym jej szaleńswie była jakaś metoda. Ktoś powiedziałby, że to balansowanie na krawędzi i dziewczyna w stu procentach by się z nim zgodziła. Ale takie balansowanie na krawędzi dawało najlepsze efekty. Dowód? Stał przed nią w oszałamiającej wręcz bliskości i trzymał ją za rękę, celując w nią jednocześnie różdżką. Nagle role się odwróciły i to James chciał słuchać, nie zaś ona mówić. A ona? Więcej mówiło teraz jej ciało, które nie odsuwało się od chłopaka. Wręcz przeciwnie, przysunęło się nieco bliżej. Zupełnie na nią nie działała różdżka, przystawiona do jej gardła. Spojrzałą chłopakowi głęboko w oczy, szukając w nich czegoś. Kiedy to znalazła, bardzo delikatnie, prawie niezauważalnie się uśmiechnęła.
- James... Ja chcę, żebyś zaakceptował siebie... Chcę Ci pomóc... - zamilkła, zbliżyła się o krok, tak że różdżka zaczęła boleśnie ją parzyć zaś ich ciała były bardzo blisko, jedno przy drugim. - Proszę... Pozwól mi chociaż spróbować... Daj mi szansę... - błagała. W jej dwukolorowych oczach widać było smutek, ale także nadzieję. Na jej ploczkach nadal pozostawały ślady po wylanych łzach.
- Nie skreślaj mnie tylko dlatego, że inni mnie skreślili... Jesteśmy tacy sami. Ty i ja. - kontunuowała bardzo cichył, delikatnym głosem.
- Jedziemy na tym samym wozie, więc dlaczego mamy się kłócić? Ja mogę pomóc Tobie... - a potem powiedziała coś, co ją samą zaskoczyło.- a ty możesz pomóc mnie. Pomóż mi odzyskać człowieka, którego w sobie zatraciłam. Naucz mnie walczyć z wilkiem, kiedy ten chce żebym zabiła człowieka. Pokaż mi... - nie dokończyła. Nie powiedziała konkretne co miałby jej pokazać. Sam miał o tym zdecydować.
 
 

Dołączył: 02 Sie 2010
Posty: 714
Wiek: 18
Krew: Czysta
Pupil: brak
Różdżka: Włos z ogona jednorożca, 12 cali, bez, giętka
Ekwipunek: Stara materiałowa torba na ramię, różdżka, coś słodkiego, srtykuły do pisania i choć jedna książka
Sakiewka: 10g
Genetyka: Wilkołak
Poziom życia: 45%
Eliksiry: 12
Zielarstwo: 11
Transmutacja: 21
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 18
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 3
Wysłany: Sob Kwi 02, 2011 2:56 am   

James pogubił się już totalnie. Role całkiem się poodwracały i nawet bez tej nienaturalnej bliskości Krukon byłby nieźle spanikowany. Wyglądało na to, że i tym razem okazał się za miękki aby "zaatakować" kogoś, kto jeszcze nie wyrządził mu krzywdy. Problem polegał jednak na tym, że z chwilą w której Issie coś by wygadała, już by nie zdołał nad tym zapanować. Na pół szkoły niepostrzeżenie zaklęcia zapomnienia rzucić by nie zdołał. Poza tym znał ów z czar jedynie z teorii i jeszcze nigdy nie próbował go stosować, bo i na kim.
-J-ja ... -zaczął, ale chyba dotarł do niego obraz całej sytuacji. Dziewczyna była o wiele za blisko. Czuł Jej oddech, czuł dotyk i bynajmniej to wywołało u niego nowe doznanie. Kolejną falę strachu i zwątpienia. Spanikował do tego stopnia, że wycofując się o krok zawadził o jakąś wyjątkowo krępą trawę i runął do tyłu, a w tym samym momencie gdy upadł na ziemię, czerwony promień pomknął w przestrzeń ponad ich głowami, mijając prawe ucho Issie ledwie o cal. Vernette poczuł też jak błyskawicznie wraca mu ból głowy. Zawirowało mu wszystko, ale już nie podniósł różdżki. Teraz dopiero musiał wyglądać zabawnie.
-Nie dam się tresować jak jakiś kundel. Nigdy. -rzucił przez zaciśnięte zęby upokorzony z powodu upadku. Nie mógł też się zmusić, aby znów spojrzeć na Issie. Gdyby pewnie nie to wirowanie, już by wstał i uciekł, a tak, został zmuszony do dalszej konfrontacji. W końcu nie wytrzymał i zamknął oczy, aż przestał odczuwać dyskomfort.
-Taka byłaś przed chwilą dumna ze swojego futerka. Gdzie to się podziało ? -zapytał cicho i bardzo złośliwie, jednak nadal kręcił głową na boki, jakby opędzał się od natrętnych muszek.
-Poza tym co to ma znaczyć ? Uporać się z wilkiem ? Mówisz jakby to był jakiś niesforny szczurek, albo piesek. Na to nie ma leku -nie potrafił pojąć tej nagłej zmiany nastroju, a potem poczuł się tak jakby nagle coś do niego znów dotarło. Issie wydawała się teraz przejawiać poglądy bardziej zbliżone do jego własnych. Gdy zaś świadomość Krukona podsunęła mu kilka możliwości co do powodów, odsunął się na trawie o odległość kroku.
-Wiem co robisz ... doskonale wiem ... -dodał dobitnie, aby nie pozostawić wątpliwości. Nie wiedział, czy chodzi o zjednanie go sobie, czy może coś innego. Czuł jednak ten rodzaj ciarek na plecach, który mówił "czujność". Chciał Jej wierzyć, ale skoro nie wiedział co Nią kieruje, nadal nie mógł się przemóc. Mimowolnie w myślach zaczął też przeklinać na kobiety, bo faktycznie ostatnio każda kolejna z którą rozmawiał, okazywała się większą i bardziej zawiłą zagadką. Tylko jak rozwiązać łamigłówkę w której są do wyboru drogi w lewo i w prawo, a prawidłowa odpowiedź to prosto ? No właśnie, tam gdzie pozornie kończyła się logika, James nie miał szans na pełne zrozumienie.

//Dobranoc ;)
_________________
Magia to potęga, gdy jest we właściwych rękach.
 
 
Isabelle Stewart-Rosier
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Kwi 02, 2011 3:43 pm   

Kiedy James się potknął i upadł, Isabelle uklękła przy nim. Zmarszczyła brwi, nieco zmartwiona. Może nie miała jakiegoś specjalnego przygotowania medycznego, ale widziała, że chłopak nie czuł się najlepiej.
- James, ja nie chcę Cię tresować. Ani mi to przez myśl nie przeszło. - zaprotestowała łagodnie. Ona chciała mu pomóc, ale nie bez jego zgody. On sam musiał najpierw chcieć sobie pomóc, żeby to podziałało.
- A poza tym nigdy nie zdradzam osób... - chciała powiedzieć "osób mi bliskich", ale nagle zdała sobie sprawę, że to mogłoby zabrzmieć zbyt nachalnie. Zbyt natarczywie, jakby na siłę chciała wkupić się w jego łaski. - ... znaczy, nigdy nie zdradzam tajemnic. - zakończyła nieco koślawo.
Kiedy się odcunął, ona nie przysuwała się już do niego. I tak była wystarczająco blisko, by móc poczuć zapachy emocji, które nim targały.
To było naprawdę niczym kolce wbijające się powoli w jej serce. Przecież on nawet nie chciał dać jej szansy! Marnego cienia szansy nawet.
- James... Proszę... Przyjdę do Ciebie podczas przyszłej pełni. Wiem, że to wakacje ale jakoś Cię znajdę. Pobiegamy sobie razem. Wiesz, że kiedy jesteś z kimś innym, dużo łatwiej jest pozostać sobą? Ta dzikość w tobie, ten wilk... Aż tak bardzo nie dokucza. - patrzyła na niego z troską, jak gdyby to on był młodszy i bardziej bezbronny, a nie ona.
- Jamie... - nazwała go tak po raz pierwszy i właściwie sama nie wiedziała czemu.- wypiję nawet tojad, jeśli Cię to uszczęśliwi! Jeśli pozwolisz mi spróbować... - prosiła? Nie, ona go błagała. Klęcząc przed nim i patrząc na niego tym niewinnym wzrokiem.
Czy faktycznie byłaby w stanie dla niego wypić znienawidzony tojad? Sądziła, że tak. Jeśli to miałoby go uspokić na tyle, by pozwolił jej przebywać ze sobą podczas pełni. A w gruncie rzeczy to było najważniejsze - jak spędzi z nią pełnię. Jeśli się okaże, że nie jest wcale tak źle powinnien zacząć uważniej słuchać tego co ona do niego mówi. Zmienianie jego światopoglądu nie było tutaj aż tak istotne. Najważniejsze było, aby poczuł się psychicznie choć trochę lepiej.
- Pomyśl, o mnie nie musiałbyś się bać, że coś mi zrobisz. Byłabym wilkiem, tak jak i ty. A jestem wilkołakiem dłużej, więc mogłabym Cię poprowadzić gdzieś z dala od ludzi. - zapewniła go. Anglia była przecież stosunkowo mocno zalesionym krajem. Nie powinno być aż tak trudno znaleźć jakiś większy las bez ludzi w nim. W dodatku w nocy.
 
 

Dołączył: 02 Sie 2010
Posty: 714
Wiek: 18
Krew: Czysta
Pupil: brak
Różdżka: Włos z ogona jednorożca, 12 cali, bez, giętka
Ekwipunek: Stara materiałowa torba na ramię, różdżka, coś słodkiego, srtykuły do pisania i choć jedna książka
Sakiewka: 10g
Genetyka: Wilkołak
Poziom życia: 45%
Eliksiry: 12
Zielarstwo: 11
Transmutacja: 21
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 18
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 3
Wysłany: Sob Kwi 02, 2011 5:33 pm   

James wziął jeszcze kilka głębszych oddechów i poczuł jak całe jego ciało się uspokaja. Mimo że świat przestał mu wirować, zapewne z nadmiaru emocji, to jednak ból głowy pozostał.
Najbardziej jednak był zły na to, że argumenty Issie wydawały się znacznie bardziej logiczne i praktyczne w jego sytuacji, niż sam się spodziewał, a tym samym nie znalazł dostatecznie dobrej wymówki, aby zaprzeczyć.
-No ... dobra. -wydusił z siebie w końcu na wydechu i potarł skroń wolną ręką. Czuł się podle, po tym jak się zachowywał i to nawet nie mając pewności co do czy Issie mówiła mu całą prawdę, czy też nie. A potem sam też postanowił dołożyć do ich koszyka wzajemnych relacji.
-Myślałem o starych borach lub górach we Francji. -dodał jakby dalsza lokacja od jego codziennych stron dodatkowo go uspokajała. Było jednak jasne, że pomysł na spędzenie pełni w zamknięciu, wcale nie był tak dobry, jak początkowo zakładał.
-Więc umowa stoi ? -zagadnął po czym schował różdżkę i wystawił przed siebie rękę, jakby chciał przypieczętować umowę uściskiem dłoni.
-A no i przepraszam za to ... - drugą ręką wykonał taki gest, jakby coś przelatywało mu obok głowy. Czuł się nadal porządnie wstrząśnięty całą sprawą, ale jednak chciał przeprosić za niechybną, choć niezamierzoną próbę pozbawienia Issie głowy lub przynajmniej oka, bo kto wie jak to mimowolne zaklęcie mogłoby się skończyć, gdyby trafiło w dziewczynę.
_________________
Magia to potęga, gdy jest we właściwych rękach.
 
 
Isabelle Stewart-Rosier
Gość
Poziom życia: 100%
Wysłany: Sob Kwi 02, 2011 6:45 pm   

Isabelle uśmiechnęła się promiennie. Uda jej się pomóc! Wiedziała, że jej się uda! Jedyne co musiał zrobić to pozwolić jej spobie pomóc. A teraz właśnie jej pozwalał. Kiedy znów wstała, ona po raz kolejny wstała także. Patrzyłą jak wyciąga do niej rękę i jak przeprasza ją za swoją agresję.
- To ja przepraszam... - wykrztusiła. A potem przytuliła się do niego. Tak zupełnie zwyczajnie i naturalnie. Jak gdyby byli starymi przyjaciółmi. Objęła go rękoma wokół szyji, wstała na palce i wyszeptała mu do ucha.
- Dziękuję... Nawet nie wiesz jak wiele to dla mnie znaczy. - wyszeptała. Działała zupełnie spontanicznie, jak zawsze. Ona zawsze dawała się ponieść emocjom. Nigdy jeszcze takiego działania nie żałowała. Była nawet z charakteru idealną kandydatką na wilkołaka. Spontaniczna, autentyczna zawsze robiła to co czuła. Potem odsunęła się od niego, rozpromieniona uśmiechem.
- A tym się nie przejmuj. Ja też byłam niezbyt delikatna. Nigdy nie myślałam o Tobie tak jak o nim... Nikt nie jest taki jak on... - powiedziała, zasępiając się na chwilkę wspomniwszy swoje widzenie z Voldemortem.
Potem zbliżyła się do niego jeszcze raz i pocałowała go w policzek. Naprawdę nie mogła się doczekać, ale to póki co wolała pozostawić dla siebie.
- To do zobaczenia, Jamesie... - pożegnała się po czym poszła szybkim krokiem w stronę Hogsmeade. Nie musiała zabierać swoich bagaży bo tym miała się zająć Karmelka, ale chciała jednak wpaść do Trzech Mioteł i przyłączyć się do świętowania. Kiedy była już dosyć daleko od niego, zatrzymała się jeszcze (prawie niewidoczna w mroku). Po błoniach poniosło się wycie. Nie było w nim jednak smutku, tak jak do tej pory. Było to wycie przepełnione nadzieją. Melodyjne i dodające otuchy. A potem już jej nie było.
 
 

Dołączył: 02 Sie 2010
Posty: 714
Wiek: 18
Krew: Czysta
Pupil: brak
Różdżka: Włos z ogona jednorożca, 12 cali, bez, giętka
Ekwipunek: Stara materiałowa torba na ramię, różdżka, coś słodkiego, srtykuły do pisania i choć jedna książka
Sakiewka: 10g
Genetyka: Wilkołak
Poziom życia: 45%
Eliksiry: 12
Zielarstwo: 11
Transmutacja: 21
Z. zwykłe: 11
Z. ofensywne: 18
Z. defensywne: 20
Miotlarstwo: 3
Wysłany: Sob Kwi 02, 2011 9:22 pm   

James już wiele nie powiedział. Ogólnie zamilkł zszokowany nie tylko ekspresją Issie, ale i Jej czynami. Uściśnięty i ucałowany skamieniał totalnie. Jak zwykle też poczerwieniał jak piwonia.
-Dlaczego One wszystkie mnie ostatnio tak obcałowują ? Co umieram, czy jak ? -pomyślał, chwytając się za policzek. W duchu jednak nie przypisywał temu większej wagi, choć nie dało się ukryć, że taka forma zauważania była znacznie przyjemniejsza od słowa "kujon".
-Lepiej pójdę po kufer. -wyszeptał, gdy błonia wypełniło wycie. Może i Issie była w siódmym niebie, ale James tak tego nadal różowo nie widział. Ba z każdą chwilą wracały obawy, choć prędzej zjadłby własne buty, niżby pobiegł za Krkonką, mówiąc Jej o tym. Tak więc nie mając już innego wyjścia, ruszył w stronę zamku.

[zt]
_________________
Magia to potęga, gdy jest we właściwych rękach.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Nie kradnij zawartości forum! Zapytaj o pozwolenie jeśli chcesz skorzystać. Forum przystosowane do przeglądarek Mozilla Firefox i Google Chrome (odradzamy Explorera).
Strefa Forumowych RPG

Bleach OtherWorld



Vampire Knight


















Image and video hosting by TinyPic





Dragon Ball New Generation Reborn













Król Lew

Fairy Tail Path Magician

Vampire Kingdom







over-undertale



Eclipse







Strona wygenerowana w 0,21 sekundy. Zapytań do SQL: 9