To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Hogwart Dream

Karty Postaci - Marjorie Alyssa Meadowes | Alyce Sayre

Anonymous - Wto Maj 23, 2017 11:36 pm
Temat postu: Marjorie Alyssa Meadowes | Alyce Sayre


1. Imiona: Marjorie Alyssa | nigdy nie posługuje się pierwszym imieniem, nie podaje go praktycznie nikomu
2. Nazwisko: Meadowes | w gronie aktorskim używa panieńskiego matki - Sayre
3. Wiek: 24 lata

4. Charakter:
She was like April sky
Sunrise in her eyes
Child of light, shining star
Fire in her heart
Brightest day, melting snow
Breaking through the chill


Wbrew wrażeniu, jakie może sprawiać na pierwszy rzut oka, gdy tak nieobecnym wzrokiem wpatruje się w dal… Meadowes to wolna dusza. Zakręcona, pełna energii, dowcipna i zarazem zaczepna. Wprowadzająca chaos nie tylko we własne życie, ale także w rzeczywistość innych ludzi. Niemożliwie uparta i nieracjonalnie optymistyczna. Szukająca światełka nawet w najciemniejszym tunelu, bo w końcu szczęście można znaleźć nawet w najciemniejszych czasach, trzeba tylko pamiętać, aby zapalić światło.

I choć los nigdy jej nie rozpieszczał, z zewnątrz nie widać po niej bolesnych konsekwencji jego rzutów. Oczywiście, trudno byłoby dostrzec to, co Aly zazwyczaj tłumi w sobie. Dziewczyna nie ma bowiem skłonności do nadmiernego uzewnętrzniania się, jeśli chodzi o smutne rzeczy. Potrzebuje naprawdę mocnego impulsu, by tak naprawdę to z siebie wyrzucić. Na ogół jest wręcz niemożliwie spokojna, to typ kwiatu lotosu na zajebiście gładkiej tafli tybetańskiego jeziorka, lecz gdy już ktoś doprowadzi ją na skraj negatywnego rodzaju rozemocjonowania… Ujawnia się diabeł. Boleśnie szczery, niekoniecznie zwracający uwagę na słowa, potem szczerze tego żałujący, ale w danym momencie po prostu chcący wyrzucić z siebie nadmiar bolączek. Zdecydowanie umie tupnąć nogą.

Na ogół Alyssa jest jednak chodzącym promykiem słońca. Uwielbia się droczyć, żartować, wpadać na najdziwniejsze pomysły – o dziwo, bardzo często kreatywne i skuteczne – i obdarzać ludzi przyjaznymi gestami. Paradoksalnie, większości z nich nie jest w stanie tak naprawdę zaufać, bo praktycznie nikt nie zna jej od początku do końca. Nie tak, by wyjawić im swoje najgłębsze sekrety. Gdy ktoś niepowołany zbliża się do nich zbyt szybko, za agresywnie albo wkracza w rejony, które są dla niej wciąż zbyt wrażliwe i delikatne… Cóż, da się stwierdzić, że Meadowes zmienia się w – wieczną – uciekinierkę. Wycofuje się, momentami dystansuje, odbiega w myślach i słowach.

Problem w tym, że – kolejny paradoks – Aly zbyt szybko przywiązuje się do innych, często jak najbardziej nieodpowiednich. Wbrew wszystkiemu, stara się bowiem znaleźć odrobinę tego szczerego ciepła i jednocześnie wyciągnąć na wierzch ukryte pokłady... Cóż, wszystkiego. Zarówno tego pozytywnego, jak i ludzkiej irytacji. Jej charakter może wyzwalać w ludziach prawdziwe wachlarze różnorodnych emocji. A ona dalej jest sobą… Nie przejmując się odpychaniem, narzekaniem, wyklinaniem, pomrukiwaniem, warkotaniem, spławianiem… Bo w gruncie rzeczy jest jak stadne zwierzę, które nigdy nie miało stada. Zyskując garstkę bliskich, jest więc w stanie zagadać ich na śmierć, ale także lojalnie się do nich przywiązać czy być gotową do poświęceń. Lubi mocno, kocha żarliwie, nienawidzi z piekielną goryczą.

Problem w tym, że przyciąga kłopoty… A kłopoty przyciągają ją. Ma szeroko rozumiane poczucie moralności, lecz mimo to nagina zasady lepiej niż rasowy krętacz. Czasem bywa też aż nadto nierozważna i impulsywna. Ot, chaos na dwóch nóżkach.



5. Wygląd: Alyssa – przynajmniej dla samej siebie – jest raczej kimś, kto niespecjalnie wyróżnia się z tłumu. Zdaje się naumyślnie w nim niknąć, wtapiając się w otoczenie i usiłując nie zwracać na siebie uwagi. Z racji swojego wyglądu zewnętrznego, cóż, robi to raczej skutecznie, choć nie jest to regułą. Im bardziej chce bowiem wyparowywać, intensywnie myśląc o takich planach, tym bardziej jest widoczna.

Jej szeroki wachlarz ekspresji mimicznych jest czymś, co szczególnie przykuwa wzrok. Meadowes często przygryza wargi, przez co prawie nieustannie ma je nienaturalnie różowawe. Spojrzenie intensywnie niebieskich oczu, zazwyczaj kierowane spod dosyć gęstych rzęs, wbija się zaś w pamięć. Nie odbierając sobie bowiem skojarzeń z typowym nieśmiałym człowiekiem-cieniem, myszką pośród innych myszek... W zetknięciu twarzą w twarz, Alyssa praktycznie już na starcie prezentuje postawę łagodnego uporu – czegoś, co da się dostrzec jeszcze przed rozmową.

Paradoksalnie, nie jest zbyt wysoka ani nie zadziera podbródka zbyt mocno w górę. Ba!, ze swobodą dałoby się powiedzieć, że Alyssa mieści się gdzieś na skali pomiędzy drobną a zwyczajnie niską. Do tego stopnia, że wysoko umieszczone towary w sklepach są dla niej koszmarem, lustra w toaletach publicznych prawie zawsze ukazują tylko czubek mocno lokowanej czupryny, siedzenia w samochodzie wymagają podwyższania lub dodatkowej poduszki… Zwracając przy tym uwagę na to, iż natura obdarzyła ją szybką przemianą materii – zaś ona sama nie nawykła do siedzenia w miejscu – zdaje się być przy tym jeszcze większą kruszyną. Nie wychudzoną, teoretycznie dobrej wagi, ale nadal drobnokościstą. O dziwo, nie jest to jednak wielką przeszkodą. Przyzwyczaiła się do tego i nie narzeka.

Oczywiście, z pewnością czasem chciałaby być jak jedna z tych wysokich, szczupłych modelek o nogach pod niebo, ale nie jest to jej największe marzenie. Poza tym nauczyła się radzić sobie z mankamentami własnej urody. Zwłaszcza że kurtyna z blond włosów zdaje się chociaż częściowo odgradzać ją od świata zewnętrznego.

Raczej nie nosi szpilek ani butów na obcasach, bo – nie kłamiąc – raczej nie umie w nich chodzić. Uwielbia różnokolorowe trampki czy też baleriny. Wszelkiego rodzaju sukienki są czymś, czego nie może sobie darować. Po prostu lubi pole ruchu, jakie dają. Preferuje przy tym jasne, pastelowe kolory, choć jej ulubiona peleryna jest ciemnogranatowa. W tym – jak i w połączeniu z okularami przeciwsłonecznymi w kształcie serduszek, naszyjnikami, bransoletkami czy wisiorkami o cukierkowych kształtach i barwach – także daje się odnaleźć sprzeczność tudzież cechy chodzącego chaosu, jakim jest Meadowes.

W ostatecznym rozrachunku – Alyssa Meadowes jest niebieskooką blond kruszyną o nienaturalnie długiej, niemożliwie nastroszonej czuprynie mocno kręconych włosów i swoiście dziewczęcym stylu.

6. Skąd: Keighley, West Yorkshire
7. Czystość krwi: pół na pół
8. Stan majątkowy: z urodzenia: bogaty - nie wie, czy jej przypadkiem nie wydziedziczą, ale nie korzysta z rodzinnego majątku | obecnie: raczej bogaty - zdobywa niezłe role na Broadwayu; stoi przed szansą na udział w filmie

9. Rodzina: Jedyną rodziną, którą obecnie posiada Meadowes jest wiecznie nieobecny ojciec – szycha w Ministerstwie, szef Biura Aurorów, pan Nie-Przyznaję-Się-Do-Dziecka-I-Z-Nim-Nie-Rozmawiam. Jest on człowiekiem na tyle zaciętym, oschłym i niezdolnym do okazywania jej jakichkolwiek – nawet nie cieplejszych uczuć – że ich kontakt można uznać za nieistniejący. Zwłaszcza po tym, gdy dziewczyna okryła go hańbą, porzucając szkołę, a wcześniej utrzymując kontakty z nieodpowiednimi jednostkami. Zupełnie tak, jak gdyby ktokolwiek inny miał się o tym dowiedzieć.

Nigdy nie poznała dziadków z żadnej ze stron. Ani tych czystej krwi – rodziców ojca, którzy zginęli podczas wojny. Ani tych mugolskich – od matki, z którymi po prostu jej ojciec nie raczył utrzymywać kontaktu, nigdy nie wspominając nawet ich imion. Wyłącznie nazwisko, które nic nie daje. Państwo Sayre. Żyją? Nie żyją? Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.

Jak każde dziecko, oczywiście, Alyssa miała też kogoś, kto ją urodził. Jej imię zna – Emily – choć nigdy nie miała z nią głębszego kontaktu, ponieważ kobieta zmarła podczas porodu. Razem z panią Meadowes pochowana została również bliźniacza siostra Marjorie – Frances, która umarła jeszcze w łonie matki. Był to na tyle drażliwy temat dla ojca blondynki, że ta nie dowiedziała się nań zbyt wiele. Jakby ten etap historii nigdy nie istniał.

Sięgając daleko w głąb wszelkich rodzinnych koligacji, nie sposób nie wspomnieć o słynnej Dorcas Meadowes, która nie jest w żadnym stopniu bezpośrednią przodkinią Aly. Była ona bowiem o wiele młodszą siostrą dziadka Marjorie. Późniejsze wojny pozbawiły ich szans na jakiekolwiek inne powiązania.

Ojciec dziewczyny nie pali się do założenia nowej rodziny, nie ma dzieci – przynajmniej takich, o których wiadomo Alyssie – ani rodzeństwa. Blondynka jest zatem przedostatnią osobą mogącą zachować ciągłość rodu.

10: Historia:
Just a small town girl, livin' in a lonely world
She took the midnight train goin' anywhere


Wyparowała jeszcze szybciej niż się pojawiła. Zabierając ze sobą wyłącznie to, co trzymała. Kilka wartościowych przedmiotów, dwie sukienki i parę butów w nazbyt lekkiej – a zarazem jak ciężkiej – torbie, sakiewkę pełną monet, wspomnienia… Szczególnie wspomnienia. Nic więcej. Otoczona ciasnym tłumem ludzi. Na ich twarzach malowały się różnorodne emocje… Fizyczne wyrazy uczuć, które w tym momencie zdawały jej się tak odległe, tak bardzo nieobecne. Strach ustępował uldze, lęk o życie zaczynał wyparowywać, łzy przestawały płynąć, obawa o bliskich zamieniała się w otuchę, gdy powracali, wynurzając się spośród znajomych i nieznajomych. Tymczasem Alyssa?

Robiąc jeden krok… Ten jeden drobny kroczek, potem następny i jeszcze kolejny, obróciła się na pięcie. Przeciskając się przez tłum szczęśliwych, porażonych i zranionych. Pozostawiając wpierw magiczny Londyn, po nim zaś także Anglię i ostatecznie Europę. Wychowana w środowisku zarówno czarodziejskim, jak i mugolskim… Obawiała się, lecz podświadomie wiedziała, że sobie poradzi. A nawet jeśli nie… Wolała spróbować. Zniknąć dla tych ludzi i tego świata.

I przepadła. Z posmakiem goryczy, wiedząc, że raczej nikt za nią nie zatęskni. Ale takie właśnie było życie.

***


Marjorie Alyssa Meadowes miała być prawdziwym symbolem nowych, lepszych czasów dla swojego rodu. Miała podtrzymać szczęście rodziców, stać się ich oczkiem w głowie, kruszyną i najpiękniejszym, co byli sobie w stanie wyobrazić. Tak się jednak nie stało. I choć niespełna półgodzinne niemowlę nie mogło jeszcze zbyt wiele zrozumieć, cała wina za zniszczone sny spadła właśnie na nią. Ukochana córeczka stała się czymś, na co ojciec nie mógł patrzeć. Szkodnikiem we własnym domu, niechcianym elementem rzeczywistości, tym i bachorem, którego należało jak najszybciej usunąć z pola widzenia zapracowanego mężczyzny. Poświęcającego się pracy lub pijącego na umór, gdy siły nie pozwalały mu dalej przesiadywać w gabinetach. A miało być tak pięknie…

W gruncie rzeczy naprawdę niewiele mogła poradzić na własny los, wychowana tak, iż z czasem po prostu się z nim pogodziła. Zaakceptowała nieistniejące relacje z ojcem, brak rozmów, jego chłód i niewidzące spojrzenia przelatujące przez nią na wylot, jakby była tylko nieświeżym powietrzem, a także brak przyznawania się do posiadania córki. Z czasem sama także nauczyła się unikać rozmów o rodzinie, wręcz idealnie udając, iż wcale nie jest córką tego Meadowesa, iż nazywa się Alyssa, nie Marjorie. Nie było to zbyt trudne, ponieważ dziewczyna od początku szkoły nieco się wycofywała. Zachowując ciepło i uśmiech, ale nie ufając ludziom na tyle, aby odkrywać przed nimi całą swoją historię. Jej ród nigdy nie miał zbyt łagodnego żywota i ona także nie miała go mieć. Wielokrotnie naznaczony śmiercią, dotknięty stratą i innymi równie przyjemnymi skutkami angażowania się w czarodziejską historię czy też zwykłego nieszczęścia… Cóż, nie zwiastował szczęśliwej przyszłości.

Zdawałoby się, że wobec takich perspektyw, Alyssa stanie się kolejną zamkniętą w sobie, pogrążoną w depresji szarą myszką przemykającą się pod ścianami szkolnych korytarzy. Nie okazało się to jednak prawdą. Choć nie była duchem towarzystwa, od początku zyskując piętno dziwaczki, trzymała się z ludźmi w jakiś sposób do niej podobnymi. Nie dzieląc się z nimi, co prawda, wszelkimi swoimi sekretami, ale utrzymując naprawdę przyjazne stosunki. Zarówno z ludźmi z jej domu – Ravenclawu – jak i z Puchonami czy Gryfonami. Dla Ślizgonów była bowiem materiałem do drwin, pogardliwych spojrzeń i wszelakich prześladowań; przynajmniej przez pierwsze trzy lata nauki, ponieważ po tym czasie zdali się zrozumieć, że nie robiło to na niej większego wrażenia. Z zewnątrz była naprawdę niepoprawną optymistką, szkolną ostoją spokoju.

I prawdopodobnie byłoby tak jeszcze przez długie lata, a z pewnością do zakończenia Hogwartu, gdyby nie późniejszy splot wydarzeń, który doprowadził ją do trzech przełomowych punktów w życiu. Rozpoczęcia nauki animagii, porzucenia nauki z jednoczesnym odejściem ze szkoły oraz zakochania prawdopodobnie w najmniej odpowiedniej osobie, jaką mogła znaleźć. Ale przynajmniej nie był to Ślizgon. Niekoniecznie w tej kolejności, lecz w ścisłym związku ze sobą, bowiem to właśnie one doprowadziły ją tu, gdzie się znalazła. Jedna z lepszych uczennic w swoim roczniku, szukająca i świeżo mianowany prefekt Krukonów, dobrze zapowiadająca się uzdrowicielka… Przekreśliła wszystko dosłownie w jednym momencie. Niczym bohaterka taniego romansu, uciekając nie tylko z Hogwartu, ale także ostatecznie z domu. Bez słowa, zapewne doprowadzając ojca do kolejnego napadu pijackich skłonności, a jednak… Mając to gdzieś.

Zaczynały się prawdopodobnie najbardziej burzliwe czasy we współczesnej historii czarodziejów, jeszcze bardziej tragiczne w zbiorczych skutkach niż podczas Pierwszej Wojny. Tymczasem Alyssa znalazła się na Nokturnie, za towarzystwo mając dwa koty, a za majątek – to, co zabrała z dormitorium i z londyńskiej kamienicy ojca. Nie okradła go, wszystko należało do niej lub do jej – zmarłej podczas porodu – matki, jak i również nie zamierzała go o nic prosić. Postawiła wszystko na jedną kartę, choć nie działała pod wpływem impulsu, i…

Przegrała.

Chociaż przez naprawdę długi czas starała się walczyć o swoje, z uporem pokonując kolejne przeciwności losu, tym razem nie pozostało jej nic więcej, jak tylko usunąć się z podkulonym ogonem. Wyrzuty sumienia po jednej z największych kłótni, cóż, zastępując mobilizacją wszelkich sił psychicznych i lizaniem ran. O dziwo, nie tych wyrządzonych jej przez Śmierciożerców, którzy bez ostrzeżenia zaatakowali jedną z magicznych londyńskich ulic, a wyłącznie przez jedną jedyną osobę. O sile rażenia większej niż sam Voldemort. Przedziwne, nieprawdaż?

Nie mogła zostać w Londynie, nie chciała pozostać w Anglii. Po raz pierwszy w życiu wykorzystując koneksje – na tamten moment niczego nieświadomego – ojca, szefa Biura Aurorów, opuściła Europę. Przybierając nie tylko nazwisko matki, lecz także wariację drugiego imienia. Alyce Sayre znikąd pojawiła się w Nowym Jorku. Nie nawiązując kontaktu z Magicznym Kongresem Stanów Zjednoczonych Ameryki. Widząc, ile złego mogła wyrządzić magia, zatem postanawiając z niej zrezygnować.

Nie było łatwo. Nie chodziło nawet o brak magii, życie w mugolskim świecie czy coś z tych rzeczy. Nowy Jork – magiczny czy nie – był miejscem pełnym perspektyw, a jednak jednocześnie tak zmiennym, iż odnalezienie się w nim stanowiło nie lada problem. Traf szczęścia chciał, iż Alyssa znalazła się we właściwym miejscu i o właściwym czasie. Zamieszkując w suterynie z dwójką współlokatorów – pięćdziesięcioletnią drama queen i trzydziestoletnim czarnoskórym gejem-muzykiem – wpadła w świat artystycznej bohemy. Wpadła i… Pozostała w nim. Robiąc swoją miniaturową karierę w musicalach na Broadwayu, przyzwyczajając się do nowej rzeczywistości – i tylko czasem z przerażeniem słuchając o kolejnych tragediach – a także odnajdując namiastkę miłości w bezpiecznych ramionach mugolskiego lekarza.

Odcięła się od dawnego życia, własnych korzeni i tego, co w gruncie rzeczy czyniło ją naprawdę szczęśliwą. Nie zapomniała, czując gorzki posmak tęsknoty, lecz nie zamierzała wracać. Ułożyła sobie idealne życie… Prawie idealne. Los jednak ponownie sobie z niej zadrwił, oferując jej życiową szansę, która czekała na nią właśnie w Londynie.

Przekonana przez chłopaka – specjalnie z tego powodu biorącego urlop w pracy – postanowiła zaryzykować.

11. Zawód: aktorka musicalowa
12. Stan cywilny: panna

*13. Statystyki:
Zielarstwo: 15/100
Eliksiry: 37/100
Zaklęcia Zwykłe: 10/100
Zaklęcia Defensywne: 15/100
Zaklęcia Ofensywne: 3/100
Transmutacja: 30/100
Miotlarstwo: 10/100

Anonymous - Czw Maj 25, 2017 12:45 am

Gotowe. Tak sądzę. <zawstydzony>
Vanessa Harvin - Czw Maj 25, 2017 5:47 pm

Akcept!


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group